Flint

W północno-wschodniej Walii nie jestem co prawda w ramach rozrywki, ale uznajmy, że jak wycieczka, to wycieczka, nieważne jak krótka by była. Dlatego zwiedzanie, nawet szybkie, też się liczy. Powiedziałabym nawet, że super szybkie, bo miasteczko duże nie jest, mieszka w nim około 12 tysięcy mieszkańców (i jestem pewna, że połowa jest z Polski), wybitną urodą też nie powala, ale ma rzekę Dee nad którą jest zamek. No dobra, bardziej ruiny zamku. W sumie to tyko kawałki ruin, ale nie ma się co dziwić, skoro zamek zaczęto budować w 1277 roku. Dzięki temu ruiny pamiętają nawet króla Edwarda I. Jakby nie patrzeć, to jednak kawałek historii, dlatego niestraszne mi był ani ulewny deszcz, ani wiatr. Była okazja do zwiedzania, więc trzeba było korzystać. Co prawda zwiedzanie trwało może łącznie 7 minut i skończyło się przemoknięciem z każdej strony, ale co zobaczyłam, to moje.

Z ciekawostek pracowniczych, to zaaplikowałam w kilka miejsc oferujących pracę online z językiem polskim, także teraz tylko czekam, żeby ktoś się odezwał. Nie ukrywam, że byłaby to dobra opcja na czas wyjazdu.

Z kolei jeśli chodzi o książki, to skończyłam dziś czytać „Atlas toksycznych facetów” autorstwa Barbary Strójwąs. W sumie nic odkrywczego, bo sama do tego wszystkiego doszłam całkiem niedawno. Szkoda tylko, że na książkę nie natknęłam się półtora roku temu, wtedy owszem, bardziej byłaby przydatna, bo zawiera nie tylko charakterystyczne cechy kobiet, które ulegają toksycznym facetom, ale też katalog toksycznych facetów z opisem ich poszczególnych, chorych zachowań, i 10 wskazówek, które mają na celu pomóc otrząsnąć się po związku z takim ciężkim przypadkiem. Razem z książką „Kobiety, które kochają za bardzo” mogłyby stanowić dobrą bazę samopomocową dla kobiet po związkach z toksykami, także w sumie polecam. Znaczy książkę polecam, związku z toksycznym czubkiem jednak nie polecam.

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *