Polska, edycja 2020

Od 2015 roku nie byłam w kraju dłużej niż 5 tygodni, dlatego edycja 2020 jest warta zapamiętania. Tym razem Polska oglądała mnie od 17 grudnia do 11 stycznia, a potem od 26 stycznia do 1 marca.

Nie powiem, obawiałam się. Że umrę z nudów, uduszę rodziców, rodzice uduszą mnie, zdołuję się, że nie mam żadnych znajomych w rodzinnym mieście, albo że rodzice w miejsce uduszenia jednak mnie eksmitują.

No nie, o dziwo nie było tak źle.

Załatwiłam wszystko, co miałam załatwić, wydałam wszystkie pieniądze, które miałam wydać (i trochę dodatkowych 😅), odwiedziłam wszystkich lekarzy, których miałam odwiedzić. Do tego miałam szczęście, bo w końcu znalazłam pracę online. Ok, prace. Najpierw nic, potem nic, a potem wszystko na raz 🙂 Nudzić się też nie miałam specjalnie okazji.

Przeczytałam Ślepnąc od świateł i Noc, kiedy umarła, obejrzałam netflixowski Locke & Key, który jest moim zdaniem lepszy od Stranger Things, nadrobiłam Mamma Mia i Joe Black z Mamą, z którą przeprowadziłam też intensywny trening literaków.

Do tego chodziłam na siłownię c a ł y m i e s i ą c.

No dobra, wybrałam najkrótszy możliwy miesiąc. I ok, nie chodziłam codziennie, ale to nie zmienia faktu, że jestem z siebie dumna. Pilates, joga, zdrowy kręgosłup, pupomania i obowiązkowy orbitrek za każdym razem sprawiły, ze poczułam mięśnie, o któych istnieniu nawet nie wiedzialam. No i mam obserwacje:

  1. Jestem już stara. No dobra, nie to, że depresja, ale ćwiczenia nie zadziałały i nie było magii takiej jak wtedy, jak miałam 24 lata, kiedy to po trzech tygodniach na siłowni spadły mi wszystkie obwody. Teraz po miesiącu spadł mi hmm… opór przed wysiłkiem fizycznym? 😅Chyba tylko tyle, bo przytyłam 2 kg 😀 No i brak spektakularnych zmian w sylwetce. Starość nie radość, ale matczyne obiadki i domowe ciasta nie pomagały. Jedzenie na zapas 8 posiłków dziennie też niebardzo.
  2. Wszystko można w każdym wieku. Na pilatesie, gdzie ja odpadałam na początku po 20 minutach najbardziej zapieprzały panie 60+. Szacun, naprawdę.
  3. Mało odkrywcze, ale jednak. Wysiłek fizyczny świetnie wpływa na samopoczucie i działa uzależniająco.

A dzisiaj przyjechałam do Madrytu. Wedrowniczek’20 mode on.

Co później? No wycieczka. Ta zaplanowana przy winie w Maladze. A po wycieczce? Podejrzewam, ze sama się zdziwię i dowiem się dopiero w odcinku 1523. Trzeba by było w końcu iść do pracy, c’nie? 😀 Samo się na Nową Zelandię nie zarobi. A szkoda 😛

P. S. Płockie grafitti w tle nie jest złe 🙂

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *