Życie jak w Madrycie…

… życie jak we śnie 🙂

Cieszę się, że znów tu jestem. Madryt mi pokazał, że jednak lubię się dalej z Hiszpanią, tylko może nie z jej południową częścią.

Jeszcze nie.

Gdybym miała wybierać między Madrytem, a Barceloną, wybrałabym Madryt trzy razy. W sumie nawet nie wiem, z jakiego powodu, pewnie wszystko po trochu ma znaczenie. Lubię ten klimat, lubię akcent, lubię architekturę, lubię układ ulic, lubię zabytki, lubię muzea, lubię łatwą komunikację. I nie, Madryt nie przytłacza, jakby było się można spodziewać po typowej europejskiej stolicy. To ciekawe, ale gorzej odnajduję się w Warszawie 😅

Cieszę się, że mogłam tu wrócić po ośmiu latach. Co prawda to nie Andaluzja, i w parkach nie ma na drzewach dojrzałych pomarańczy, ale radzimy sobie, jak możemy.

Plaza Mayor 🙂

A jeśli chodzi o architekturę, to ma ochotę robić zdjęcie każdemu mijanemu budynkowi 🙂

Narobiłam już tyle zdjęć, że nie wiem co to będzie w Ekwadorze 😀 co jak co, ale w Madrycie bym się widziała. I na pewno wrócę, zwłaszcza po to, żeby przywieźć Mamę do Prado, które dzisiaj zeszłam po raz drugi i równie bolesny. Tak, tak, oczywiście że już zdążyłam sobie obetrzeć pięty do krwi. Cóż, ciężko jest żyć lekko 😛

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *