Najdłuższy czwartek mojego życia

zaczął się w Madrycie o 7.30 rano, a skończył o 23.00 w Quito po 21 godzinach na nogach.

Fartem trafiliśmy w metrze, fartem ogarnęliśmy lotnisko i fartem załatwiliśmy bilet wyjazdowy z Ekwadoru, który jednak się okazał potrzebny. Aaaale zdążyliśmy 🙂

Stresowała mnie wizja 11h w samolocie, zwłaszcza, że ledwo znoszę trzy w Ryanairze, ale nie było źle. Minęło szybko, nawet się nie zorientowałam kiedy byliśmy nad Caracas. Obejrzałam trzy filmy (Padre no hay más que uno, Frozen 2 I Vaiana) zjadłam dobre tortellini i milion kalorii w ciastkach i cukierkach. Nie zdążyłam się za bardzo nudzić, do tego samolot był raczej pustawy, tak więc naprawdę nie było źle.

Taki widoczek z samolotu 🙂

Lotnisko w Quito zaskoczyło mnie, bo:

  1. Jak na lotnisko w stolicy kraju, to jest zwyczajnie małe
  2. Mierzyli nam temperaturę z okazji koronswirusa I wszędzie można było skorzystać z żelu do dezynfekcji
  3. Poszło nam nad wyraz szybko z kontrolą paszportową i pieczątka w naszych dziewiczych, nowych paszportach
  4. Wyglądało tak, jak każde europejskie lotnisko
  5. Jest ładnie otoczone zielonymi górami, widoki z samolotu były super.

Potem godzina taksówką za 26 dolarów i w końcu na miejscu. Nasz hostel ma dobre opinie na Bookingu, prowadzi go specyficzna, ale bardzo sympatyczna Rina, z resztą potomkini polskich emigrantów, którzy wyjechali z Polski do Wenezueli. Ona niestety nie mówi po polsku.

Pierwsze obserwacje? Naprawdę jesteśmy wysoko. Łydka się spina od samego patrzenia na te uliczki pod mega kątem, no ale zapłacone, to trzeba zwiedzać. No i raczej biednie, ale dużo czyściej niż w Hiszpanii, przynajmniej na pierwszy rzut oka, śmieci nie leżą wzdłuż autostrady ani na chodnikach.

Czas spać, bo jutro do zwalczenia możliwy ból głowy z okazji wysokości, ból pięt od obtarć bucianych, i ból istnienia, bo pewnie po tych górkach i dołkach poczuję też i takie mięśnie, o których istnieniu nie mam pojęcia.

P. S. To prawda co mówią.

Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia.

Watch me 🙂

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *