Quito #1

Już dawno nie zaczęłam wycieczki o 8.45, no ale skoro wstałam o 7… (wykończą mnie te wakacje :D)

Ok, ale od początku. W hostelu nie ma, że boli. Śniadanie jest o 8 i właścicielka nie ma litości, trzeba schodzić natychmiast. Ale było warto, pikantna jajecznica, do tego rogalik zapiekany z jakimś bliżej niezidentyfikowanym, białym, słonawym serem i kawa. Brzmi jak brzmi, ale było mega dobre. Ogólnie to wyjadam tu dawki glutenu ominięte przez ostatnie dwa lata, no ale co zrobić.

Ogólnie nogi bolą po 30 sekundach od wyjścia z hostelu, bo mieszkamy na górce, więc żeby dojść gdziekolwiek schodzimy stromą ulicą w dół. Łydka dostaje wycisk że aż skwierczy.

Pierwsze, co zobaczyliśmy, to Plaza Grande. Piękna, zielona, zupełnie inna niż w Hiszpanii. Niesamowicie mi się tam podobało. Jedynie szkoda, że były takie chmury, ale może jeszcze jutro się uda ją obcykać.

Kręcąc się po starówce trafiliśmy też do Museo San Francisco de Quito

Głód dopadł nas szybko, bo już o 13.00 siedzieliśmy na obiedzie w typowo ekwadorskim barze z bardzo miłą obsługą. Dwa dania z piciem i deserem to 2.5 dolara, także żyć cie umierać. I nie, ie wpadłabym na to, żeby jeść zupę cebulową z popcornem i sokiem z limonki, ale było smaczne 😀

Widzielismy też katedrę, ale jednak to Basílica del Voto Nacional robi prawdziwe wrazenie.

Udało nam się też zwiedzić niechcący dwa muzea w jednym budynku, jedno biedamuzeum etnograficzne, które jednak uratowało nas przed ulewą, i bardzo ładne i darmowe Museo Nacional.

Do domu doszliśmy jakimś chyba cudem, bo łydki, zmęczenie i świeże powietrze w nadmiarze dawały się we znaki. Nie ma to jak łóżko, ale po odpoczynku poszliśmy po zakupy. Jednak jest spoko kupić cztery awokado za dolara i trzy smocze owoce za drugiego dolara. Wow! 🙂 a jakie dobreeee!

I tak, jestem jednak twarda, bo A. odpadł o 20.00. Ja twardo siedzę, żeby nic mi się nie zapomniało i zapisuję 🙂

Aha, i chmury chmurami, ale przez to słońce, które świeciło z godzinę, jesteśmy spaleni na twarzy. Od dzsiaj przeprasam się z kremem od słońca.

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *