TelefériQo

To miał być taki lajtowy dzień… Zapakować tyłek w taksówkę, podjechać pod wejście do kolejki, która zabierze nas na 4 000 m n.p.m, cyknąć fotkę, zapakować się spowrotem do taksówki i spędzić leniwą niedzielę w pozycji horyzontalnej. Aaaaale nie,

po co? Zapłacone 8.5 dolara, więc zwiedzamy. Dodatkowo wycieczkowy fart życiowy (WFŻ) zapewnił super pogodę, mało ludzi na około i brak objawów typu ból głowy z okazji wysokości. Nie myśleliśmy, że zawędrujemy aż na 4 450 metrów, ale jakoś dobrze się szło, także dzielnie dreptaliśmy z 2,5h. Daliśmy sobie spokój dopiero, jak zaczęło się chmurzyć i łydka nie dawała rady. I tak, znowu mieliśmy farta, bo w momencie, kiedy zdecydowaliśmy się wrócić, niebardzo już było cokolwiek widać. Ha, tyle wgrać!

Jedna z najlepszych atrakcji to bujaczka na 4 tysiącach metrów, z której można podziwiać panoramę Quito. Coś niesamowitego 🙂

Oprócz flory i fauna dała się obejrzeć z bliska. Co prawda nie dorobiłam się jeszcze zdjecia z alpaką (bo nie było :D), ale widziałam króliczki i jakieś jastrzębiowate ptaszysko, które niebardzo przejmowało się ludźmi. W sumie racja, w końcu to ono było u siebie. 🙂

Całą drogę powrotną szłam motywowana obietnicą jedzenia i w międzyczasie zastanawiałam się, jakim cudem poszłam tak daleko pod taką górę, i jak to się stało, że moje poobcierane z każdej strony stopy to ogarniają. Dla porównania ja na 4087 mnpm i ja kawałek dalej. Weszliśmy na 4 450, ale nie było tabliczki z numerkiem, powiedział nam pan autochton (wiedziałam, że to słowo się kiedyś przyda xD)

Ale byłam, doszłam, nawet wróciłam i nie padłam. W ogóle współczułam w pewnym moemncie swojej połamanej nodze, ale tylko do chwili, w której zobaczyłam panią z protezą. Jednak laski są super, najlepszego dla nas z okazji Dnia Kobiet i bycia nie do zajechania 365 dni w roku.

A tu wyczekiwany obiad za zawrotną kwotę 2.5 dolara z widokami w gratisie, jak na załączonym obrazku. Albo byłam strasznie głodna, albo ten grillowany kurczak z szaszłykiem z kiełbaski, banana i ziemniaków był wyjątkowo pyszny.

Po powrocie do centrum, w nagrodę za przeżycie i podtrzymanie wysokiego morale przez cały dzień nagroda owocowa <3 Oczywiście za UN DOLAR, standardowo 🙂 W hostelu zlądowaliśmy już o 17, ale uważam, że dziś to nam się akurat należało. I tak zrobiliśmy 22 700 kroków, czyli 12 tysięcy więcej, niż dzienne minimum. Poza tym próbowaliśmy posiedzieć w centrum, ale dziś niedziela, i mieszkańcy Quito też postanowili posiedzieć w centrum, a my jednak byliśmy zbyt zmęczeni na taki hałas, natłok ludzi, kolorów i nadzorowanie, czy nikt nie próbuje nas okraść. Bo to, że w Quito strasznie kradną, mówi nam każdy, ale jak to powiedział pan w teleferico, złodzieje tutaj są bardzo tolerancyjni i sprawiedliwi, bo okradają tak samo namiętnie swoich, jak i obcych.

Nie ma to jak być fair… 😉

Owocki <3

Ciekawostka dnia:

Un sismo de 3.04 de magnitud se registró a las 09:12 de este domingo 8 de marzo del 2020 en el norte de Quito, capital de Ecuador, informó el Instituto Geofísico de la Escuela Politécnica Nacional en sus redes sociales. Según el reporte del IG, el temblor ocurrió a una profundidad de 5,15 kilómetros; a 16, 09 km de Quito, provincia de Pichincha.

( https://www.elcomercio.com/actualidad/sismo-magnitud-quito-temblor-geofisico.html#cxrecs_s )

… czyli tak jakby w Quito było dzisiaj delikatne trzęsienie ziemi w czasie, kiedy jechaliśmy na kolejkę. Takie atrakcje. Ale nie, nie było nic czuć (na szczęście :D)

One thought on “TelefériQo

  1. Jesteś niesamowita Olu💗Spełniaj marzenia Kochana! Super widoki i super przeżycia! Oby tak dalej! Świetnie się Ciebie czyta i ogląda😁😘😘😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *