Baños de Agua Santa

Po czterech dniach ruszyliśmy z Quito w trasę do Baños de Agua Santa, piętnastotysięcznego miasteczka w prowincji Tungurahua, znanego jako brama do Amazonii.

Już sam przejazd z Quito był powiedzmy… Intrygujący. O ile autobus był nowy, z klimatyzacją i Królem Lwem puszczanym na telewizorze, to chyba nie spodziewałam się nigdy, że będę jadła w nim ryż z kurczakiem z pudełka sprzedawany przez ludzi, którzy wchodzili na każdym przystanku handlując czym popadnie, od lodów i napojów po owoce i zestawy obiadowe. No i hałas.

Ale nie, że głośno. Darcie mordy wszechobecne. Pana za mną, który albo śpiewał, albo gadał przez telefon („Zaraz będę przejeżdżał przez most. Już prawie przejeżdżam. Jestem na moście. O, już przejechałem”), albo pan sprzedający środek na potencję krzycząc przez 20 minut w autobusie. Krzycząc głośno, bo muzyka ze słuchawek w telefonie nie miała z nim szans. Umęczyła mnie ta czterogodzinny wycieczka wybitnie, ale dojechaliśmy i… Wow.

Czytałam, że ładnie, że warto, ale no… Coś pięknego. Z resztą wystarczy spojrzeć na zdjęcia.

Drugi dzień spędziliśmy pod hasłem wodospady, których jest w okolicy kilkanaście. Wykupiliśmy wycieczkę z jednego z miliona biur, i to też było doświadczenie przez duże D. Widoki niesamowite, ale ten reggaeton zmieszany z salsą dudniący przez całą drogę w naszej chivie trochę psuł klimat. Myślałam, że to w Hiszpanii jest głośno. No nie, człowiek jednak uczy się przez całe życie 😅

Trzeci dzień w Baños to wycieczka do dżungli. Wiadomo, wszystko pod turystów, i to raczej taka oszukana dżungla, ale jak za 25 dolarów to było lepiej, iż się spodziewałam. Około 12 dojechaliśmy do pierwszego punktu wycieczki, wioski, której mieszkańcy udają, że są z plemienia, żeby europejscy turyści mogli sobie zrobić zdjęcie 😉

Kolejny punkt wycieczki to spływ rzeką w canoa. Trwało to ok 30 minut i naprawdę było super przygoda. Nie tylko myśleliśmy co 10 min, że to się wywróci i utopimy cały nasz dobytek, ale widoki były nieziemskie. Wiedzieliśmy niebieskie motyle Wielkie jak dwie ludzkie dłonie i piękne, białe żurawie. Nie ma dowodów, bo strach było wyjmować telefonu z kieszeni, więc musicie wierzyć na słowo.

Kolejny przystanek, taras widokowy i obiad: zupa warzywna i… Ulubione danie A., ryż z kurczakiem XD

Następnie pojechaliśmy na wycieczkę do samej dżungli. Szliśmy około pół godziny do wodospadu, w którym można było popływać w krystalicznie czystej wodzie. Oczywiście, że wlazłam. Oczywiście, że nie mam żadnego ładnego zdjęcia. Oczywiście, że cieszyłam się jak dziecko 😀 no bo ile razy w życiu człowiek pływa w takim miejscu?

Na sam koniec pojechaliśmy na plantację kakao, gdzie do tej pory wszystko wytwarza się ręcznie i w 100% ekologicznie. Obieraliśmy palone ziarna kawy, zobaczyliśmy, jak je mielić, wypiliśmy 100% naturalne kakao, zjedliśmy po kawałku czekolady (też 100% kakao, no sugar, no milk, no nic, kakao puro y duro), wypiliśmy herbatę z łupin kakaowca a do tego na zargyzkę… Placuszki z ziemniaków i sera. Tak, ja też liczyłam raczej na coś z czekolady… 😀

Wycieczka trwała 11h, więc uważam, że jak za 25 dolarów, to było warto. Widzieliśmy cudowne rzeczy, piękne widoki i papugi także czego więcej trzeba 🙂

W Baños będziemy do piątku, ale już raczej polatamy po okolicy. Musimy zebrać siły na wycieczkę na północ, w stronę Otovalo, żeby w sobotę zobaczyć największy targ w Ameryce Południowej 🙂

2 thoughts on “Baños de Agua Santa

  1. Ja pierdziu, ten kakaowiec mnie rozwalił jakoś inaczej sobie go wyobrażałam, nie wiedzieć czemu… Widoki piękne, a papugi zabawne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *