Popayán

raczej nie będzie mi się dobrze kojarzył. Po pierwsze dlatego, że podróż do niego nie trwała 8h, jak nas poinformowano, tylko 11 bitych godzin. Ale to i tak nic, dziś próbujemy ewakuować się do Bogoty, a autobus będzie jechał godzin 15. Popayán to miejsce, w którym nastąpił początek końca naszej podróży. Nieplanowany, niezamierzony, i niechciany. Nie widzi nam się też wracać do Europy i siedzieć 14 dni w kwarantannie w domu, ale jakby nie mamy innego wyjścia. W Kolumbii, z resztą tak samo, jak w Peru, Ekwadorze, Chile, Bolivii i Argentynie zamknięte jest wszystko, łącznie z atrakcjami turystycznymi, transportem lądowym, barami i parkami narodowymi, więc kompletnie nie ma tu co robić. W niektórych krajach jest też wprowadzona godzina policyjna, a turyści nie powinni opuszczać hoteli i hosteli.

Na szczęście lotnisko w Bogocie jest jeszcze otwarte, dlatego planujemy dojechać tam jutro rano. Na bieżąco obserwujemy loty w ramach akcji Lot do domu, ale akurat z Kolumbii się nie zanosi na taką opcję według ambasady. Myślimy o powrocie do Europy przez Cancun i Madryt, albo Río de Janeiro, ale sytuacja jest dynamiczna, a nasze morale ujemne, zwłaszcza moje. Nie, wróć, ja jestem zwyczajnie załamana i jedyne co mi się chce to płakać.

Z moich planów na dwumiesięczną podróż pełną wrażeń zrobiły się dwa tygodnie zwiedzania z epidemią w tle, gdzie z dnia na dzień wszystko naokoło nas się zamykało, każda opcja, każdy pomysł, każde drzwi zatrzaskiwały nam się na twarzy.

Nawet mi się nie chce myśleć, jak to ogarnąć. Dobrze, że A. to rozkminia, bo ja nie mam siły.

Ostatnie trzy dni były ciężkie, głównie spędziliśmy je w hostelu zastanawiając się, co robić albo śpiąc na doła. Nie będę tego nawet komentować, bo też nie mam na to siły, ani na to, ani na analizowanie, jak wszystko cudownie idzie po mojej myśli od kiedy wyjechałam z UK w sierpniu. Ja wiem, że epidemia, że nikt nie mógł przewidzieć, ale ostatnie 8 miesięcy to jest jakieś nieporozumienie, nieśmieszny żart. A ja nie mam już siły na więcej niepowodzeń.

Jedyne co wiem, to że wrócę odbyć tą podróż tak szybko, jak tylko granice zostaną znowu otworzone. Pytanie tylko, kiedy to będzie i skąd wytrzasnę na to pieniądze.

One thought on “Popayán

  1. No niestety, to, co się dzieje, nie jest zabawne…i kto by coś takiego przewidział. Cały świat oplątany koronawirusem jak pajęczyną…Przede wszystkim wróćcie zdrowi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *