Meksyk dzień 2: Zona Arqueológica de Tulum

Pierwszy pełny dzień w Meksyku zdecydowaliśmy się wykorzystać na maksa, bo wiadomo, na horyzoncie widmo kwarantanny, więc trzeba się odpowiednio nastrawić. Wybór padł na ruiny miasta warownego wybudowanego przez Majow w Tulum, które po raz pierwszy zostało wspomniane przez Jana Diaza w 1518 roku, a po raz milionowy przez A, który już tam był, ale z dobroci serca pojechał jeszcze raz ze mną 😀
Chyba dlatego, że wycieczka nam sie sporo skróciła, wydajemy kasę z mniejszym bólem, dlatego też zamiast zwykłego wejścia kupiliśmy full opcję z wejściem do ruin, wycieczką łódką, podziwianiem ruin od strony morza (Podobno to pomysł Discovery:)) i 45 minut snorkelingu do zestawu.
Ruiny niesamowite, podobno jedyne takie, które zachowały się nad morzem. Morzem orzez M, kolory Morza Karaibskiego są jak z obrazka, jak przephotoshopowane. No są za bardzo idealne, no.

Sorry Hiszpania, ale się nie umywasz… 


No nie mogłam się napatrzeć. No i ten piasek… 
A czystość wody? To był mój pierwszy snorkeling, więc maska wypożyczona, a zdjęć brak, ale dno bylo widać idealnie 3 metry w dół. I widziałam takie cuda, że sama średnio wierzę. Dwa wielkie żółwie, które przepływały tuż obok mnie, jednego mniejszego, za którym akurat płynęłam ja, bo nie bałam się, że mnie zje, i płaszczki. Ale nie, że płaszczki. TAAAAKIE płaszczki, mantarrayas po hiszpańsku 🙂 Te jakoś w ogólenie były przejęte obecnością ludzi. No i rybki, piękne, mega kolorowe rybki wszelkich rozmiarów. Niesamowite, musze kupić własną maskę po powrocie, bo to świetna sprawa.

Tak, to zadowolone w środku to ja. Chyba akurat podniecam się żółwiem 😀
Zdjęcie poglądowe mantarrayas ukradzione z internetu dla lepszego efektu xD

Potem zrobiłam z 50 zdjęć parce pelikanów, które czaiły się na jedzenie z łodzi rybackiej 🙂 No i widziałam iguany, dużo iguan, te to mają życie, siedzą sobie na ruinach Majów, grzeją tyłki z mega widokiem na morze i niewiele więcej je interesuje. Widziałam też takie futrzaki jak niżej, ale nie mam pojęcia, co to za zwierz 🙂

No i jeszcze raz te kolory <3


Byla też wizyta u kolegi A., pyszne tacos praktycznie za darmo i kokos do jedzenia na deser. Jeny, stwierdzam, że uwielbiam Meksyk. Generalnie i MIMO WSZYSTKO dalej mamy farta. Wszędzie mało ludzi, temperatura nie spada poniżej 30 stopni, no jak dla mnie idealnie <3

No i co najważniejsze, wszechświat przemówił. Co prawda reklamą bodajże hostelu, ale jednak:

„Twój umysł zawsze będzie wierzył we wszystko to, co mu powiesz. Karm go nadzieją, prawdą, miłością i wiarą”

Na dobranoc drineczek. No dobra, dwa… 😀

One thought on “Meksyk dzień 2: Zona Arqueológica de Tulum

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *