Promem na Cozumel

a potem wycieczka obiazdowa po wyspie, tak minął nam drugi dzień pod hasłem Meksyk przypadkiem. O 10 byliśmy już zapakowani na prom, który po 30 minutach zostawił naas na brzegu wyspy znanej jako perfekcyjne miejsce do nurkowania i snorkelingu. Nic dziwnego, bo plaże mają jak z obrazka, a woda jest niespotykanie czysta no i daleko w morze jest płytko.

Kurczę, byłam juz tak blisko Kuby… No nie mogę tego znieść. najgorsze, że podobno będziey lądować na Kubie po Polaków, którzy tam utknęli. Ehh, żal tyłek sciska, bo to też moje wielkie marzenie, ale no next time, nie obskoczę całęgo świata w dwa tygodnie, bo koronawirus i przypadek 😛

A propo naszego tematu przewodniego wycieczki i ulubionego teatu A., na wyspie też powoli widać skutki epidemii. Niedziela, a na wyspie pustki, lokale pozamykane, bo o ile Meksyk nie zamknął granic, to z tego, co rozmawialiśmy z tubylcami, to turyści albo się boją przyejżdżać, albo po prostu są uwiezieni we własnych krajach. Przykro sie na to patrzy, bo ludzie tutaj bez turystów nie mają nic, z resztą tak samo, jak na południu Hiszpanii. Taka andaluzyjska bida bez turystyki to już w ogóle aż szkoda gadać. Jednak to dobrze się złożyło, że tam nie zostałam 🙂

Aaale wracając do niedzielnej wycieczki, z E., którą poznaliśmy w niedoli w czasie ucieczkowania z Kolumbii, wypożyczylismy samochod, a w gratisie dostaliśmy dwie maski do snorkelingu. Tym razem nie widziałam żadnych podwodnych mieszkańców Morza Karaibskiego, ale roślinki podwodne i muszelki były śliczne.

Objechaliśmy całą wyspę, posiedzieliśmy na jednej z najpiękniekszych i najbardziej pustych plaż, na jakiej byłam w życiu, poskąpiliśmy pieniędzy na kolejne ruiny (bo byly mniejsze i mniej wow niż wczorajsze, a kosztowały 2x tyle) i gnani głodem pojechaliśmy na… Tak, tacosy.

Jest zakaz jedzenia czegokolwiek, co nie jest tacosem, w koncu to Meksyk 🙂

Jeszcze dygresja co do zdjęć. Zawsze myślałam, że te fotki w ofertach biór podróży są oszukane i poprzerabiane. Teraz wiem, że woda na prawdę może mieć taki kolor, a piasek może być cudownie biały i czysty. Prawda jest taka, że mialam w planach Karaiby, ale cos czuję, że ich właściwe zwiedzanie nastąpi szybciej niż myślałam.

Tu jest po prostu NIE SA MO WI CIE.


Powtórzę się, zdradzam Hiszpanię bez mrugnięcia okiem i trzymam kciuki, żeby akcja epidemia skończyła się szybko, bo żal patrzeć, jak te i tak raczej biedne kraje tracą pieniądze każdego dnia, w końcu dla nich turyści = pieniądze.  Ok, są wkurzający, każdy nagania cię jak popadnie proponując wszystko od torebki, magnesu, koszulki, po cygara, kokainę albo tequilę, ale już taka ich uroda. Fakt, czuję się tu jak żywy dolar, ktrego każdy chce trochę dla siebie 😉

Ktoś zapyta, co było na kolację. Otóż na kolację było to samo, co na drugie śniadanie i to samo, co na obiad.

Tak.

No raczej.

Oczywiście, że tacosy.

Taka budka jedzeniowa, ale smak omg <3

Dużo tacosów. Czuję, że zgrubnę po tej wycieczce, co to miała być dietą cud bez wysiłku. Nic nie poradzę, to jedzenie jest takie dobre, że om om om. A co w tym wszystkim najgorsze to to, że najlepsze jedzenie jest tam, gdzie jest najtaniej, także opca jedzenia mniej ze względów finansowych nie działa.

No smuteczek 😀

I grafitti na koniec, najchętniej obfotografowałabym każdą ścianę tutaj 🙂

One thought on “Promem na Cozumel

  1. Jestem pod wrażeniem!! No co tu dużo mówić…i zazdroszczę, i cieszę się w tych trudnych czasach pandemii, że udaje Ci się wyrwać trochę radości i piękna i…nakarmić nimi zmysły i …duszę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *