MEKSYK #3, Cenotes

Ostatni dzień aktywnego zwiedzania spędziliśmy na wycieczce do cenotes, jakkolwiek się to nie nazywa po polsku. EDIT: po polsku nazywa się mało odkrywczo, bo cenote, a Wikipedia mówi, że to rodzaj naturalnej studni krasowej utworzonej w skale wapiennej.
Ogólnie stwierdzam, że wycieczka była zaplanowana słabo (Andrzej!), ale oczywiście znów mieliśmy farta. Pojechalismy do miasteczka… I stamtąd próbowaliśmy złapać lokalnego busa, żeby zawiózł nas do zespołu trzech cenotes, położonych gdzieś na końcu świata. Okazało się, że na autobus trzeba było czekać 45 min w pełnym słońcu pośrodku niczego. No cóż, mówiłam, że wycieczka była słabo zaplanowana (Andrzej! XD) 

Taki koniec świata i taki zachwyt 😀


W kazdym razie zamiast stać na słońcu i umrzeć z gorąca postanowiliśmy iść w stronę cenotes i złapać autobus po drodze. Szliśmy pewnie z 40 minut, nikt nie chciał nas wziąć na stopa, a my się rozpuszczaliśmy w tych 33 stopniach. Na szczęście nagle objawiła się taksówka z panem taksówkarzem, który zapytał czy nas przypadkiem nie podwieźć i przy okazji oświecił nas, że o ile chcemy iść na pieszo to adelante, ale to będzie 19 km w upale plus 7 km do samych cenotes. Z resztą podobno transport publiczby nie dojeżdża do końca i tak czy tak musielibyśmy te ostatnie 7 km iść na piechotę. No cóż 😀 
Taksówkarz na szczęście nie ograbił nas ze wszystkich pieniędzy i pocieszył, że nie tylko my jesteśmy tacy loco, ze chcieliśmy iść w takim upale czekając na autobus, który i tak by nas specjalnie nie zbawił. Ograbiono nas z kolei na wejściu do cenotes, bo kosztowało nas to 700 pesos od osoby, czyli 30 dolarów, czyli więcej niż wstęp do ruin Majów i rejsu łódką, czyli uważam, że to skandal, no ale to ostatni dzień okupiony potem i spaleniem przez słońce, także no już niech będzie. 
Na szczęście było warto 🙂 


Co ciekawe, w Cenote Zapote w 2010 roku odkryto szkielet tego zwierza:

Miał on prawie 3 metry wysokości i leżał na dnie ok. 10 650 lat. Trochę czekał, żeby go ktoś znalazł 🙂 niesamowite, że na świecie są jeszcze takie nieodkryte ciekawostki. Podobno zajęło to tyle czasu, bo to cenote ma głębokość 40 m i na dole wytwarza się jakiś gaz, który nie zabija, ale jest trujący i dopiero właśnie 10 lat temu Vincente Fito, odkrywca jaskiń, zszedł na dół i znalazł takiego miśka 🙂 Coś pięknego, móc pływać w takim miejscu. Znów przydała się maska do snorkelingu, moglam dzieki niej popatrzeć w tą głębię 🙂 fajne uczucie tak rzucić okiem w gląb historii.
Ostatnia była piękna jaskinia, którą odkryto przypadkiem paręnaście lat temu. Nasz przewodnik, który mówił jeszcze w jednym z języków Majów, z resztą bardzo sympatyczny czlowiek, który opowiedział nam o wielu cudownych miejscach, do tego mało turystycznych, pozwolił nam ze sobą zanurkować, żeby zobaczyć jaskinię od drugiej strony. Oczywiście, że się zdecydowałam, co przypłaciłam otarciem na nodze i pośladku, bo zaplątałam się o stalaktyt 😀 ok, trochę się zestresowałam, bo konieczne było wstrzymanie oddechu na parę sekund, a nie wiedziałam, w którym momencie będzie można znowu oddychać. Przewodnik na szczęście pomagał, z resztą bylam z nim sama, także miło, ze nie chciał mnie utopić 😀

„Ola, ładnie się uśmiechnij” xD

Było ślicznie, woda krystalicznie czysta i słodka, co było miłą odmianą po bardzo słonym Morzu Karaibskim, ale niestety zdjęć brak, bo brak też wodoodpornego apartu. Są za to zadrapania, ale wybaczam stalaktyrowi, bo też był stary i olbrzymi. Podobno przyrasta go ok pół cm rocznie, a te z jaskini mialy po paręnaście metrów. 
Z panem przewodnikiem obgadaliśmy trochę Włochów drących jadaczki i zainteresowanych głównie paleniem papierosów w ukryciu, potem poopowiadal nam o miejscach, które poleca zoabczyć i dał na siebie namiary na przyszłość, jak wrócimy 🙂

Obiadowe tacosy zamówiliśmy w barze u Hiszpana, a zjedliśmy… na przystanku 😀

Połaziliśmy potem chwilę po miasteczku i wróciliśmy do Playa del Carmen.


To był fajny dzień, ale strasznie męczacy przez to słońce. Wszyscy z pokoju poszli grzecznie spać przed 12, ja chciałam chwilę poogarniać bloga, ale zasnęłam z komputerem na kolanach. Jednak się poddałam i spać.

😊

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *