Pożegnanie z Meksykiem

Dzień zaczął się standardowo pobudką o 7.30, szybkim śniadaniem i pakowaniem, żeby jeszcze zdążyć się pożegnać z Morzem Karaibskim. Byliśmy jednymi z pierwszych osób na plaży. Godzina 9.15, a już bylo gorąco, pięknie, z błękitnym niebem przyjemną wodą. No i ten piaseeeek, nie mogę się nadziwić, że piasek może być tak biały i tak sypki, jemu też zrobiłam z 40 zdjęć 😀 


Na pocieszenie poszlam po lody (wielka micha czekoladowych, mango&papaya i lody o smaku bezowego sernika. Om om om, mogłabym je jeść w nieskończoność, najlepsze lody ever, które biją pomarańczę z czekoladą z Malagi <3) i wróciłam na plażę wyschnąć po porannym taplaniu.

Nie obeszło sie bez zawału serca, bo coś mnie w tej wodzie próbowało podgryźć, ale okazało się, że to jakaś ładna i kolorowa rybka 🙂 ja się oczywiscie zestresowałam, że to na pewno rekin czy coś, bo był na obrazku przy wejściu na plażę, no ale nie, przeżyłam tym razem, oszukałam przeznaczenie i w ogóle tyle wygrać. 
W hostelu pakowanie, ogarnianie i obiad.

I pytanie za 100 punktow: co bylo na obiad? 😀 
Na obiad bylo tacos z budki, która odkryliśmy wczoraj <3 rozwala mnie sposob na ominięcie mycia talerzy, no genialne. Co prawda to rozwiazanie nie stalo koło ekologii, ale i tak szacun za kreatywnosc 😀 i litr soku z papai za niecale 2 dolary, ochhhh. 


Potem wio na taksówkę i na lotnisko no i się zaczęło… (ale to już w osobnym wpisie, żeby nie psuć klimatu)

Żegnaj Meksyku, wrócę, bo się zakochałam 🙂

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *