Jelenia Góra, czyli misja ratunkowa*

Trochę z opóźnieniem, ale warto wspomnieć, że w końcu zobaczyłam coś nowego w Polsce, chociaż to dalej nie były Bieszczady 😀

Ogólnie, słowem wstępu, przechodzę coś na kształt koronakryzysu, mianowicie przez ostatnie dwa tygodnie nie medytowałam, stwierdziłam że wszelkie wysiłki są bez sensu, dotarło do mnie, że nie mam normalnej, stałej pracy już od 10 miesięcy, że wszystkie wysiłki o kant tyłka potłuc, tak więc uwaliłam się na łóżku i w ogóle z niego nie wychodziłam. Na chwilę porzuciłam nawet robienie soczków z selera, szpinaku, i innych takich, bo co z tego, że mam prawie +10 kg, przecież wszystko jest bez sensu to lepiej mieć więcej niż mniej 😀 Taka o koronadepresja.

W każdym razie w samym epicentrum koronakryzysu odezwały się M&J i po mojej litanii żali i dramatów zaprosiły mnie do Jeleniej Góry. Pierwszą myślą było oczywiście, że daleko i nigdzie nie jadę, bo życie jest bez sensu, ale w sumie stwierdziłam, że tam mnie jeszcze nie widzieli, do tego między ludźmi trzeba się zachowywać i przestać pitolić o swoich życiowych dramatach, także pełna nadziei, że PKP nie zadziała mi na nerwy grzecznie się spakowałam i pojechałam.

* Tak, tytułowa misja ratunkowa to misja M&J, ratowano mnie, czyli ja byłam podmiotem ratowanym, nie ratującym 😀

….

Ok, nie jechałam polskim pociągiem jakoś od 2012 roku, kiedy to jeszcze jeździłam do Poznania (chyba, mam też sklerozę, więc dokładnej daty nigdy nie poznamy, ani ja, ani moi wierni czytelnicy sztuk trzy :D), w każdym razie stwierdzam, że nic się nie zmieniło. W pociągach jest dalej albo za gorąco, albo za zimno, śmierdzi z toalet i wszystko jest zaplanowane tak, żeby aby pasażer miał pod górę. No i dalej nalezy posiadać umiejętność teleportacji, bo przebiec na drugą stronę dworca w 2 minuty bo ups, pociag się spóźnił, a że ty masz przesiadkę, to akurat masz problem. Ewentualnie można, tak jak ja, latać za konduktorem po całym pociagu i się prosić czy z łaski swojej mógłby się dowiedzieć, czy kolejny pociąg, na który już kupiłam bilet, na mnie poczeka. No nic, ogólnie nie było takiej tragedii, ale uważam, że w XXI wieku podróż z Płocka do Jeleniej Góry, która trwa 1h do Kutna, 3h do Poznania i 5h do Jeleniej to jest zwykły skandal. Godzinę dłuzej leciałam z Hiszpanii do Ekwadoru, no kaman!

No ale dobra, dojechałam, przeżyłam, było sympatycznie, rodzice M. bardzo fajni, zadbali o nas jakbyśmy były na wakacjach all-inclusive, aż się głupio robiło, bo jak tylko powiedziałam na spacerze, że zapachniało mi grillem, to już była akcja grill, no człowiek się bał odezwać w pewnym momencie 😀

Szkoda, że pogoda się nie zmobilizowała i była raczej aberowa niż majowa polska, ale nie można mieć wszystkiego. W ogóle w UK +26 stopni, skandal i życiowa niesprawiedliwość, chociaż z drugiej strony w PL na razie nie trzeba golić nóg, wiec jak zwykle, nie ma tego złeg, jak się człowiek lepiej przyjrzy 😀

Ooo, taka pogoda!

Pierwszego dnia byłyśmy w zielonych okolicach i Cieplicach:

Niestety na starówkę jeleniogórską nie doszłam, zdjęcie główne to fake, wcale mnie tam nie było, ukradłam z internetu, ale za to kupiłam okulary przeciwsłoneczne blisko starówki, u mamy M. Tutaj powinno być lokowanie produktu, ale jeszcze mi brakuje rozpoznawalności w blogosferze… ha ha 😀

Pałac Wojanów

Widziałyśmy też Pałac Łomnica, który nie doczekał się zdjęcia, a także

Weszłyśmy też na jakąś oszałamiająco wysoką górę (600 m n.p.m.?) i mało nas nie wykończył ten wysiłek fizyczny, ale w schronisku mieli zimne napije i świeżo pieczoną szarlotkę, więc dałyśmy radę!

Naprawdę było super, miła odskocznia od siedzenia w 12 m² mojego pokoju bez pomysłu na to, co dalej. Dzięki dziewczyny 🙂

W każdym razie mój koronakryzys dalej kwitnie, ale już jest raczej w fazie remisji, no bo ile można być załamanym. Znaczy się dalej uważam, że są podstawy, i nie widzę żadnego rozwiązania swoich bolączek, ale wmawiam sobie, że przynajmniej kilka milionów innych osób ma zbliżone przeboje, a to zawsze jakoś raźniej jak się cierpi w kupie ;D Ok, to jest taki śmiech przez łzy, no ale cóż.

P.S. Zaczęłam nieśmiało wchodzić na SkyScannera, taki postęp!

One thought on “Jelenia Góra, czyli misja ratunkowa*

  1. Wierny Czytelnik, serdecznie dziękuje M. & J. i wspaniałym Rodzicom M. za takie przyjęcie Autorki bloga u siebie!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *