Mazury <3

Nie na długo, nie na łódce, ale i tak love. Tylko, że to już nie takie Mazury jak za dzieciaka, że drewniany kibelek, woda bieżąca 100 m dalej, a w domkach zimno i komary. Teraz to już nawet nie ma komarów ;D Ale za takie zachody słońca to by się było można dać nawet z raz ugryźć. Takie tam w Linowie:

Zjadłyśmy tyyyyyyyle sera i owoców, chyba już jesteśmy stare, bo alkohol to tak tylko symbolicznie, ale jednak w dobrym towarzystwie to i babskie plotki są fajne 🙂

W ogóle wniosek na dziś: stwierdzam, że już umiem w rozmowy o pracę. Umiem też po angielsku, sama się dziś podziwiam tak naprawdę.

A już najbardziej, że wstałam o 7:50 😀 Brawo ja.

A tą piosenkę właśnie odkryłam na nowo <3 i co? I to, co zwykle… Chcę do Hiszpanii :/

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *