Tony Halik, swój chłop

Jak wiadomo Płocka nie lubię, zresztą chyba z wzajemnością, ale byłam ciekawa, czy dzieje się tu COKOLWIEK oprócz Audioriver. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że mamy nawet Klub Filmowy 😛 Dzięki temu spektakularnemu odkryciu mogłam zobaczyć przedpremierowy pokaz filmu o Mieczysławie Antonim Sędzimirze (ostatni niech zamknie drzwi) Halikowi.

Oczywiście podczas seansu umarłam z zazdrości przynajmniej 3 razy:

  • kiedy zobaczyłam migawki z Przylądka Horn
  • kiedy opływał ze znajomymi Kubę
  • kiedy zobaczyłam ujęcia z Peru

Pewnie byśmy się nie polubili, bo on kilka lat chodził do Małacha, a że ja jestem po Jadze, to wiadomo, odwieczna wojna międzyszkolna. Ale ja wygrywam tym, że nie byłam w Luftwaffe. Na moją niekorzyść przemawia jedynie fakt, że nie znałam Fidela Castro, nie piłam herbaty z królową brytyjską, nie znałam Gierka, ani nie relacjonowałam wydarzeń ze Stoczni Gdańskiej w latach 80. No i nie byłam w 120 krajach (JESZCZE!)

No i nie podróżowałam (też JESZCZE!) z Argentyny na Alaskę. Podróż Tony’ego i jego żony uczyniła go w sumie sławnym. Trwała 4 lata, w trakcie pojawił się na świecie ich syn i to było dopiero wyzwanie, opiekować się niemowlakiem mieszkając w Jeepie i żywiąc się tym, co akurat uda się upolować.

Podejrzewam, że teraz zwyczajnie zostałby pozbawiony praw rodzicielskich, zamiast zostać sławnym ;P

W każdym razie mnie głównie interesowało, jaki wpływ miało takie życie na Ozanę, syna Halika. Okazuje się, że za młodu, podczas wizyty w Polsce, Ozana był jak dziki, jadł żywe mięso, uwielbiał ociekające krwią steki, nie odnajdował się w relacjach społecznych, a najbardziej lubił być na łonie natury i polować na kury. Z filmu można wywnioskować, że z ojcem łączyły go bardzo chłodne relacje, jak potem powiedział autor książki, w dorosłym życiu Ozana z ojcem widzieli się jedynie cztery razy. Jak to wpłynęło na chłopaka? O dziwo… poszedł w ślady ojca i sam został reporterem i korespondentem w Ameryce Południowej. Na szczęście jeśli chodzi o życie rodzinnie, Ozana ocknął się w czas. Kiedy po jednym z wyjazdów nie poznała go jego kilkuletnia córka, zdecydował się na pracę bardziej stacjonarną i nie powtórzył błędów swojego ojca. Jak sam mówi, jego życie było pełne przygód, ale nie było w nim bliskości, ani normalnych relacji z ojcem, opartych na miłości i poczuciu bezpieczeństwa.

Z filmu co prawda wyłania się obraz Halika krętacza, oszusta, konfabulanta, współpracownika SB, który z drugiej strony jest geniuszem marketingu, świetnym reporterem i niesamowicie ciekawym człowiekiem. Uważam, że to akurat dobrze, bo nic nie jest czarno-białe, ani nikt z nas nie jest do końca zły, ani do końca dobry. W ogóle stwierdzam, że Halik był bardzo popularnym, jak na tamte czasy, celebrytą, a na budowaniu marki osobistej znał się lepiej niż współcześni spece od Personal Brandingu. Umiał opowiadać o sobie taką historię, że kolana miękły, a szczęki opadały.

Tak, okazało się, że wiele z tych historii nie były prawdą, ale tak naprawdę co z tego? Jego życiorysem i tak można by obdzielić przynajmniej kilka osób. A że trochę podkolorowywał swoje opowieści i sprytnie montował filmy? Teraz to się nazywa w marketingu storytelling.

Po seansie było nawet spotkanie z autorem książki o Haliku Mirosławem Wlekłym (który nie dość, że jest przystojny, to jeszcze ciekawie opowiada (ale już na wzięcie ze sobą kilku książek na handel już nie wpadł :P).

Książka może iść na listę do Mikołaja, gdyby Mikołaj akurat czytał… 😉

——

Ze spraw upierdliwych, to ostatnie rozmowy o pracę spowodowały jedynie, że byłam w szoku. Okazuje się, że 5000 zł brutto w Warszawie w dobrze znanej firmie badawczej to jest dużo za duża kwota i czy ja bym mogła podać taką minimalną, za którą byłabym chętna pracować… No najlepiej to na praktykach, albo za darmo dla idei, po co mi mieszkanie i jedzenie xD

Tego samego dnia wysłałam kilka CV do UK. Dlaczego? Otóż dlatego, że te oszałamiające polskie zarobki, które mi się oferuje, to jest mniej niż to, co zarabiałam na szmacie pracując mniej niż 40h/tydz. Prze-ra-ża-ją-ce to jest.

Oficjalnie też odpuszczam sobie wysyłanie CV. W ostatnim tygodniu wysłałam ich ponad 70, w większości dopasowanych pod konkretną ofertę. Efekt? Jeden telefon, właśnie z Gemiusa i ich śmieszna oferta. Czy jestem wybredna? Czy mam za duze wymagania?

Kawalerka w Warszawie: 1 800 zł

Rachunki: 350+

Jedzenie: 600 zł lekko licząc (100 zł/tydzień w Biedrze + 50 zł zakupy na rynku)

Samochód i paliwo: 300 zł (strzelam, ale pewnie coś koło tego)

wychodzi 3 050 zł, a jest to tylko mieszkanie, jedzenie i transport, czyli to, co mi potrzebne do pracy w Warszawie. Przy zarobkach 5 000 zł brutto na rękę zostaje 3 550 zł, czyli w kieszeni mam po opłaceniu wszystkiego 500 zł. Jak muszę iść do dentysty i nie daj Boże kupić zimowe buty, to właśnie nie mam już pieniędzy. A gdzie jakieś życie społeczne, jakieś kino czy książka, jakieś oszczędności? xD Wynika z tego jasno, że 5 000 zł brutto to jest absolutne minimum w Wawie. I słyszę, że to za dużo. Niestety, ale przy zarobkach niższych zwyczajnie mi się nie opłaca nigdzie przenosić. Z mojej wypłaty 1800 zł, czyli 50,7% wypłaty idzie dla kogoś, a dla mnie zostaje na żarcie. Co za radość, zysk i motywacja do pracy xD Nie będę tego nawet komentować, bo po co?

One thought on “Tony Halik, swój chłop

  1. Tony Halik to rzeczywiście barwna postać! Film warto obejrzeć, a książki pana Wlekłego przeczytać. Też się chłop najeździł, żeby takie ciekawe materiały do książki zebrać. Najbardziej mnie zszokowało, że Halik twierdził, iż służył w RAF-ie, a sam as myśliwski Polskich Sił Zbrojnych na Obczyźnie- Jan Zumbach – potwierdzał to…
    Podczas gdy pan Wlekły nie znalazł ŻADNYCH!!! dokumentów w brytyjskich archiwach RAF-u… Tony Halik z pewnością w RAF-e nie służył i nie latał nad terytorium Francji. Natomiast zdezerterował z wojska niemieckiego i wstąpił do francuskiego Ruchu Oporu, gdzie dzielnie walczył z Niemcami, co potwierdziły dokumenty, świadkowie, a nawet stosowne odznaczenie (francuski Croix de Guerre, a także Medal za Wojnę). Dlaczego o tym nikomu nie opowiedział, to zaiste zagadka!! Ale każdy człowiek jest przecież zagadką, a Tony Halik to zaiste barwna osobowość! (a najlepsze jest to, że z płockiej Małachowianki wyleciał z hukiem i jej nie ukończył!!! Nie znajdziemy go na liście absolwentów!).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *