Środkowym palcem pozdrawiam

Miało być zdjęcie z choinką, z prezentami i w ogóle jaka atmosfera. A potem podsumowanie roku, który dla mnie nie był w sumie wcale taki najgorszy. Nie będzie, bo dorośli ludzie, w sumie bardziej starsi niż młodsi, raczyli spierdolić mi kolejne święta. Kolejne, ale ostatnie. Tatulek, mamulka i na dobicie ciotulka. Nie, nie będę opisywać, bo nie warto na was nawet marnować liter. Ale będę pamiętać, bo pamięć mam bardzo dobrą. Będę pamiętać, jak najpierw nie mogłam się doczekać, żeby zjeść jebanej kolacji wigilijnej, bo nie za bardzo się jakiejkolwiek gwieździe spieszyło, jak potem nie mogłam w spokoju posiedzieć, bo innej gwieździe się za bardzo spodobał prezent. Będę też pamiętać, jak jeszcze inna gwiazda zrobiła to, co od 20 lat – czyli nic. Będę też pamiętać, jak o 4 w nocy z 24 na 25 grudnia wyrzucałam choinkę, jak trzęsły mi się ze złości ręce i jak się pociłam przy otwartym oknie i zakręconym grzejniku. Będę pamiętać, jak sobie zdałam sprawę, że ten zatruty „dom” jest przyczyną wszystkich moich problemów, lęków, samooceny, braku miłości. Będę pamiętać, jak ciotunia na kulturalną wiadomość wyjechała mi z atakami personalnymi z dupy, będę pamiętać jak mamunia się nad sobą użalała i jaki tatulek był poszkodowany, jak od 20 lat.

PIERDOLCIE SIĘ.

To ja byłam poszkodowana od kiedy miałam 11 lat, nie wy. To ja od tego czasu zostawałam sama i nie miałam z kim porozmawiać, ani komu się wyżalić. To ja słyszałam, że jakoś sobie poradzę, tylko ta mamulka taka biedna. To ja mam przez to odruchy wymiotne na myśl o związkach, a tatulek życzy mi „chłopa” na święta. Nie szczęścia, nie radości. Chłopa. Pewnie najlepiej równie bezużytecznego. No i ciotunia, taka empatyczna, wspierająca, samo dobro. Przykładna katoliczka, wyznająca zasadę „zanim tobie zwrócą uwagę, przypierdol się do nich dwa razy bardziej”. Trafiłaś na chujowy moment. Wszyscy trafiliście, bo to był ostatni raz, kiedy widzieliście mnie w święta i kiedy mnie nie uszanowaliście. Nie jesteście jebanymi pępkami wszechświata. I pomyśleć, ze to ja całe życie słyszałam, że pewnie jestem rozpieszczona, że taka ze mnie jedynaczka. O ile mi wiadomo, cała ta super trójca, której zawdzięczam tak wspaniały koniec roku 2020 i ostatnie święta, jakie obchodziłam, ma rodzeństwo. Obrzydliwe.

To nazywacie rodziną? No cóż, w takim razie ja nie mam rodziny, bo koło miłości, szacunku, wsparcia i zrozumienia żadne z was nie stało od lat. Oddałam też wszystkie prezenty, możecie sobie je wsadzić równie głęboko, jak macie mnie. Zapomniało się, o co chodziło w świętach nie? Rozwalają mnie rodzinne reklamy, pitolenie, że rodzina najważniejsza, że to, że tamto. Nie, nie jesteście już najważniejsi. Umiecie człowieka doprowadzić do histerii, i sprawić, że chce mi się rzygać na myśl o jakimkolwiek kontakcie społecznym, fakt. Bo czego się spodziewać po obcych, skoro od „rodziny” tyle się dostaje?

Jedyne co mnie wkurwia to fakt, że żeby się z tego ohydztwa całego wyleczyć, będzie mnie kosztowało 150 zł na tydzień, przez minimum kolejny rok. I tak, to co robiłam nad ranem w jebane boże narodzenie to szukanie pomocy. Zgadnijcie gdzie? Ha ha ha, na pewno nie „u rodziny” 😀

Ale żarty na bok. 2020 nie był taki okropny, ale inni zadbali o to, żeby jednak źle się skończył. A nie, czekaj, jakby to powiedziała ciotulka? Że no tak, zawsze się szuka winnych gdzieś indziej. Pewnie, to ja jestem winna – że tolerowałam brak szacunku tyle lat.

Mea culpa 😉

Nie martwcie się, więcej się to nie powtórzy.

A jak się tu któraś gwiazda napatoczy, to proszę przestać wchodzić na mojego bloga.

Nie jesteście tu mile widziani.

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *